sobota, 29 grudnia 2018

Z kolan. Polska to marzenie | Wystawa w Galerii Olympia w Krakowie | 10.11.-16.12.2018

Biała • Jabłońska • Książek • Kus • Malik • Palczak • Patelczyk • Rzepecki • Vetulani  


Z kolan.  Polska to marzenie

Biała • Jabłońska • Książek • Kus • Malik • Palczak • Patelczyk • Rzepecki • Vetulani 

Wystawa w Galerii Olympia w Krakowie, 10.11.-16.12.2018




Przed nami za małą już chwilę koniec roku i wysyp podsumowań, zestawień, the best of. Ja, zamiast robić podsumowanie 2018, wolę napisać o ostatniej wystawie, którą miałam przyjemność kuratorować. Chcę opowiedzieć o dobrej i przyjacielskiej współpracy, świetnej atmosferze i wspaniałych artystkach i artystach.

”Z kolan. Polska to marzenie”, wystawa w krakowskiej Galerii Olympia, otwarta została w przeddzień stulecia odzyskania niepodległości. Tworzyłam ją razem z artystkami i artystami jako rozmowę o wolności. Wielkie słowa i pompę zostawiliśmy instytucjom państwowym. Wolność każdy człowiek realizuje na własny sposób, każdy rozumie i tworzy ją inaczej.  Wolność ma u każdego inny zasięg. Osoby, które zaprosiłam, wyrysowały ją każda po swojemu, tak jak zrobił to par ecxellence Adam Rzepecki w swoim pięknym wideo „Rzepecki buduje starożytny teatr grecki na wyspie Serifos”. Ten okrąg wytyczany przez Adama na greckiej kamienistej plaży traktuję symbolicznie jako przestrzeń wolności, którą artysta wyrysował jako przestrzeń sacrum, której nie wolno nam jemu zadeptać, ba: nie robi tego nawet on sam, bo wyznacza ją od zewnątrz.


Rzepecki buduje starożytny teatr grecki na wyspie Serifos | 2016-2018 | video (format mov) | czas 2:35

Pomysł tej wystawy, choć nie lubię działać na negacji, był bezpośrednią reakcją na wypowiedź jednego polityka, którego, nawiasem mówiąc, w polityce już nie ma, zapowiadającego z kim to nie będzie tego dnia maszerował. Pomyślałam wtedy, że warto stworzyć przestrzeń do spotkań i współpracy, tak aby można było razem ze sobą poprzebywać i zrobić coś wspólnie. Razem „pomaszerować”.
Wiele do myślenia dała mi rozmowa właśnie z Adamem Rzepeckim, którego zaprosiłam do tej wystawy jako pierwszego. Nikt tak jak On nie kojarzy mi się z artystyczną wolnością. Adam, słysząc tytuł wystawy najpierw się zaśmiał, a potem powiedział, że każdy z nas ma prawo do anektowania tych upolitycznionych terminów i rozumienia ich we własny sposób. Tak też zrobiliśmy.

Wystawa łączyła wiele narracji. Artyści i artystki nie wiedzieli nawzajem o pokazywanych przez siebie pracach. Ku mojemu zaskoczeniu zaczęli ze sobą nieświadomie (a może podświadomie) wchodzić w rozmowy, uzupełniać się. Miało miejsce w galerii istne zderzenie żywiołów: ziemi (kamienista plaża Rzepeckiego, ceramika Kus), ognia (dymy u Palczaka i Patelczyka), wody (Wisła, nad którą prowadził nas Książek i o której w ramach akcji Siostry Rzeki opowiada Malik) i powietrza: znowu u Książka w jego pięknym portrecie Agaty Dudy.


Każda z opowieści na tej wystawie to indywidualny obraz zakresu pola widzenia. Jest wśród nich rodzinna i intymna historia opowiadana nam przez Alicję Białą, która w swoim malarskim kolażu tematyzuje wspomnienia rodzinne oraz wychowanie w duchu inteligenckiej wolności. Antenaci artystki patrzą na nas swoimi wypłowiałymi, zamazanymi twarzami, bo procesowi pamięci towarzyszy i ten bolesny, mianowicie zapominanie. Artystka umieściła samą siebie na pierwszym planie, jednak z zamazaną twarzą, gdyż wie, że i ona kiedyś zostanie przez kogoś zapomniana. Jeśli więc mówimy o tożsamości i pamięci, warto spojrzeć na siebie oczami innych, oczami tych, którzy pytają, jak pamięć o nich celebrujemy. Dojmująca i wzruszająca praca i bardzo mocna plastycznie.







Wolność to nie tylko nasze wielkomiejskie sprawy i miejskie współczesne o nią walki, demonstracje i petycje. Są też, co może jest niepojęte w naszym miejskocentryźmie, szerokie przestrzenie wolności położone daleko od centrum i w kontakcie z nieposkromioną naturą. To peryferie, wsie, absolutne antycentra. To właśnie tam tworzy Karol Palczak, laureat Grand Prix pierwszego Krakowskiego Salonu Sztuki, który zaprezentował na wystawie „Z kolan. Polska to marzenie” aż cztery swoje prace (dwie z serii „Palenia świętych obrazów i dwie z cyklu „Ognisk”). Czy to, cytując głosy widzów na wystawie „palenie naszej pięknej Polski”? A może atawistyczny niemal obrzęd, bo przecież każdy z nas kocha ogień lub czuje jego moc. Może to zabieg oczyszczania, odradzania się? Karol zafundował nam niewątpliwie wiele ognia i dymu. Czekam, co się z tego wyłoni, mam wrażenie, że wiele zaskoczeń i wielka malarska siła.



Dym i łuny zaprezentował także Łukasz Patelczyk, który w swojej zaskakującej pracy zaprezentował szczególny, pejzaż pełen napięcia i dymu. Surowe płótno pozostawione na brzegu obrazu nadawało mu wyraz ascetyzmu i powagi. Artysta jest autorem pejzaży pozbawionych wizerunku człowieka, gdzie surowa przyroda ukazuje swoje piękno. Praca służyła nam na wystawie jako paragodło, choć wiem, że artysta takich konotacji w ogóle nie spostrzegał.







Na stulecie wolności bardzo łatwo jest mówić wielkim słowem politykom, to pięknie wygląda w telewizji, a i słowa same płyną. A codzienne życie to setki wyborów, z pozoru nic nieznaczących. Jeśli więc szukam definicji patriotyzmu na miarę XXI wieku, to jest to moim zdaniem ekologia. Dlatego na wystawie „Z kolan” nie mogło zabraknąć pracy zaangażowanej społecznie i  obywatelsko. Zaprosiłam do niej artystkę i aktywistkę Cecylię Malik. Interesował mnie moment, w którym to się wszystko zaczyna i jak artystka wpływa na otaczającą ją rzeczywistość, poprzez swoją sztukę i tworzone przez siebie kolektywy. Cecylia tworzy swoje akcje zawsze tak, jakby malowała obraz. To podobny proces myślowy, Gesamtkunstwerk, akcja zaplanowana plastycznie w każdym detalu.
Cztery lightboxy dokumentujące akcje Malik i Sióstr Rzek zostały zaaranżowane jako instalacja wraz z tworzącymi tło warkoczami plecionymi podczas akcji ratowania rzeki Białki (w trakcie trwania wystawy pojawiły się tam niestety buldożery), wraz z autentycznymi transparentami z nazwami rzek, używanymi na demonstracjach.








Praca z pozoru najbardziej rozpolitykowana, bo przywołująca postać prezydentowej, jest według mnie opowieścią dojmująco osobistą. Bogumił Książek ukazuje nam A.D. śpiącą, nieobecną, milczącą, skamieniałą. Skryta pod woalami japońskiej bibuły jednak się obudzi – Bogumił pisze o tym, w będącej częścią tej pracy, napisanej przez siebie legendzie. To praca o nieobecności, milczeniu, ale też i o odkupieniu i przebudzeniu.
Wielość warstw, i semantycznie i technicznie, zabawa w ukryte znaczenia, czytanie tej opowieści i symbolicznie i dosłownie, wszystkie te zabiegi stosuje artysta bardzo wyważenie i z właściwą sobie delikatnością. Pozorna dosłowność tej pracy jest, wydaje mi się, od razu, zapomniana.





Ważna była dla mnie, jako kuratorki, także oczyszczająca i ożywcza funkcja autoironii i śmiechu. Dystans do siebie i świata, a nie bufonada i wieczna powaga. Taka jest też wygrzewająca się na galeryjnym piecu instalacja z ceramicznych wizerunków Polski Agaty Kus („Ceramika łazienkowa”): przewrotna, zabawna, zaskakująca. Agata od razu przystała na zamontowanie swojej ceramiki na kaflowym piecu. Przejdziem Wisłę, przejdziem Odrę: artystka parafrazowała słowa hymnu, bo w czasie wystawy szalała odra, wywołana przez falę antyszczepionkowców, a ceramiczne Polski artystki pokryte są emalią we florystyczno-bakteryjne (wirusowe) wykwity. Agata Kus jest wspaniałą malarką, stąd jej ceramiczne prace to bez wątpienia spore zaskoczenie i dowód na jej dystans do siebie i swojej malarskiej kariery (warto wspomnieć aktualne zdarzenia, jak zakup do kolekcji MOCAK-u jej obrazu „Jadwiga” oraz interesująco zapowiadającą się wystawę grupową w styczniu w Warszawie, o której na razie sza).






Przewrotnie i w punkt jak zawsze zaprezentował się Tomasz Vetulani, artysta krakowsko-holenderski. Jego instalacja złożona z trzech obiektów (Rura narodowa, Mapa, Świątynia) była dla mnie samej, jako kuratorki, wielkim zaskoczeniem. Artysta skorzystał z największego zakresu mojej tolerancji i zaufania, i bez konsultacji ze mną przywiózł gotowe już pomysły i obiekty. Po udanej współpracy przy wystawie indywidualnej obydwoje mogliśmy sobie na to pozwolić.





Kot-współkurator Mijo prosi o głos: „To moim zdaniem najlepszy obraz wystawy! Proponuję więcej tematów kocich w 2019”.




W dobie napinania piersi, przywoływania coraz to nowych patronów i zrzucania z pomników starych, czasami dobrze jest te ponapinane piersi poprzebijać. Dlatego na wystawie pokazałam obraz Karoliny Jabłońskiej „Atleta”. Artystka nie tworzyła go na użytek tej wystawy, pozwoliłam sobie ten obraz pokazać w jej kontekście, jako niemal anatomiczny model tych wszystkich napinań i wypinań piersi.
Karolina jest wspaniałą malarką, która jak mało kto potrafi, niczym w pigułce, pokazać emblematycznie ludzkie relacje, zachowania, konflikty, bójki. Prostota tego przedstawienia siłacza pozbawionego głowy, nadgryzanego przez kota, rozbraja i nas samych.


*
Bardzo cieszą mnie wszystkie spotkania wokoło wystawy (oprócz wernisażu i finisażu, miało miejsce oprowadzanie kuratorskie i spotkanie z panią Anną Baranową i jej studentkami), bo wystawa tworzona była właśnie jako przestrzeń do artystycznej współpracy w pozytywnej atmosferze wolności. Po stu latach, niczym na egzaminie maturalnym, zadaliśmy sobie pytania o dojrzałość wolności w Polsce i nasze w tym wszystkim samopoczucie. Chcielibyśmy przecież poczuć dzisiaj wolność w każdym jej wymiarze: życia osobistego, obywatelskiego, artystycznego. Polska powinna być miejscem dla każdego. Czy to tylko marzenie? A może wręcz odwrotnie: wolność jest pewnym zagrożeniem i ryzykiem? Stąd proponowaliśmy świętowanie obywatelskie i aktywizację artystyczną, działanie i interakcję, jak także akcje w duchu dada. 




Finisaż


Programowo tworzyłam szerokie pasmo transmisyjne rozpięte między tymi dwoma hasłami użytymi w tytule wystawy. Wstawanie z kolan, termin użyty tu celowo prowokacyjnie, to według mnie tak naprawdę różnorako pojmowany proces emancypowania się ku wolności: osobistej, obywatelskiej, twórczej, aż po – w ujęciu idealnym - wolny umysł ze świadomością i empatią, tolerancją dla odmienności i ciekawością dla świata i ludzi. Wstawanie z kolan to wbrew pozorom zjawisko bardzo ludzkie. To proces, który dotyka każdego z nas: w momencie przebudzenia i uświadomienia sobie potrzeby zmian, w chwili buntu, czy niezgody, gdy oczekujemy uznania i szacunku – w wymiarze zarówno osobistym, jak i w ujęciu ogólnym. 

W stulecie niepodległej Polski czas było pomyśleć także o niepodległości jej obywatelek i obywateli.
Czy Polska to (tylko) marzenie? Polska pojmowana jako idea, twór wręcz idealny i niemożliwy? Czy to marzenie? Odpowiadali i odpowiadały nam na to zaproszeni do projektu artyści i artystki.


To był wspaniały wieczór. Jesteśmy już po przeczytaniu listu od Michela Houellebecqa. Merci Michel! Avec monsieur Christophe Pauvel. Merci! W tle obrazy Karola Palczaka. Fot. Monika Plucińska 🙏🔥 





Na wystawie pojawił się też akcent francuski. „Polska to marzenie”, słowa wypowiedziane przez Michela Houellebecqa, zainspirowały mnie do tego, aby się z pisarzem skontaktować. Wyrażenie to (Polska jest marzeniem) zaczerpnięte jest ze słów M.H. wypowiedzianych przez niego w śmieszno-gorzkim paradokumentalnym filmie o jego rzekomym porwaniu (polecam). Odnosząc się do skomlikowanej polskiej historii, pisarz stwierdził, że Polska, znikając na ponad wiek z mapy politycznej Europy, przetrwała jako pewna idea, projekt, właśnie owo marzenie i tym nadal pozostaje. Ku naszej wielkiej radości kilka dni przed wernisażem, nadszedł z Paryża tak wyczekiwany list. Od Houellebecqa, o Polsce, kraju-marzeniu, ale też o Paryżu, który umarł, ale żyje (zważywszy na obecne zamieszki w Paryżu, były to dojmująco prorocze słowa). Nieco dada w rytmie. I z takim dada-zaskoczeniem M.H. nas pozostawił.

Jakie są wobec tego marzenia o wolności, jak wyznaczyć, wyrysować jej zarys? Co jest wobec tego ważne?
Tożsamość i ciągłość pamięci (Biała), postrzeganie krytyczne, ale z wielkim uczuciem i wrażliwością (Książek), z dystansem i poczuciem humoru (Kus, Vetulani), poszukiwanie harmonii i przenoszenie tropów kulturowych (Rzepecki), bystra obserwacja i emblematyczność w duchu sztuki beki (Jabłońska), znowu uczucie i artystyczna szczerość (Palczak), zaangażowanie społeczne sztuki (Malik), klarowność myśli i wolne przestrzenie (Patelczyk).


Adam Rzepecki obok instalacji ceramicznej Agaty Kus "Polska"; w tle Jego wideo: "Rzepecki buduje starożytny teatr dla greckiej wyspy Serifos", 2016-2018, video (format mov), czas: 2:35. Fot. Renata Rusnak




*

Każda wystawa to proces. Wystawa zbiorowa jest zderzeniem się z mnogością osobowości i ego. Warto dodać, że większość prac stworzona była specjalnie na wystawę, co jak wiemy, zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko. Myślę, że warto było je podjąć.
Czy wystawa na stulecie odzyskania niepodległości programowo jest, musi być polityczna? W założeniu taka nie była. To w gestii artystek i artystów pozostało to, co jest dla nich teraz najważniejsze. To raczej polifonia, aniżeli wystawa z postawioną tezą.
Jak powiedziałam o wystawie w krakowskiej Gazecie Wyborczej: W swoich pracach artyści tematyzują sprawy aktualne i autentycznie ważne. Mocno wierzę w artystyczną intuicję. Twórcy potrafią pokazać coś, co nie zostało jeszcze zwerbalizowane.

Dobrego 2019! Z kolan dla wszystkich!

Agnieszka Gołębiewska, Nocny Art Patrol

***



Wernisaż obył się 10. listopada 2018.
Wystawa trwała do 16. grudnia 2018.


Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Gminy Miasta Krakowa http://www.krakow.pl/