niedziela, 21 stycznia 2018

Pulsujący nerw ulicy


O modzie dzisiaj:
o mnogości trendów,
potrzebie wizji epoki,
osobowościach idących własną drogą
i retro-futuro, czyli wszystko już było, przeszłość wydarzy się jutro










Czym tak naprawdę jest moda? To nieistotny i błahy temat, powiedzą niektórzy i niektóre z nas. Czy aby na pewno? Moda jest fascynującym fenomenem rozpiętym pomiędzy sztuką a socjologią. Jest jak termometr, ba: jest jak natychmiastowa diagnoza. A więc czym jest? Kodem, językiem? Wypadkową przypadku, a może raczej czymś starannie zaplanowanym? Czymś absolutnie jednostkowym i osobistym, a może nieświadomym naśladownictwem? Autoprezentacją, wyrazem tego, co niekiedy boimy się powiedzieć głośno? Świadectwem wolności? Może być tym wszystkim. Jedno musimy przyjąć za pewnik: to, w co się ubieramy, mówi o nas więcej, aniżeli jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. 
Pokaż mi więc swoją szafę!

Czym tak naprawdę jest moda? Jest fascynującym fenomenem rozpiętym pomiędzy sztuką a socjologią. Jest jak termometr, ba: jest jak natychmiastiowa diagnoza. 


Noś futra! Oczywiście wyłącznie te sztuczne, jak z pokazu domu Gucci, który zrezygnował z produkcji tych prawdziwych. Krótko przycięte na lata 50-te, bądź boho (boho-chic to styl łączący elementy kultury hippisowskiej z oryginalnością artystycznej bohemy i elementami vintage) z długim włosiem jak u yeti, czy fluo: szalone, różowe, turkusowe.
Możesz być też angielską damą w tweedach i kaszmirach lub nosić swetry do kraciastych spódnic ¾ z kozakami na obcasie, jak w latach 70-tych.
Lub asymetryczne suknie z czarnej skóry à la Alaїa dla Grace Jones w obecnej interpretacji Anthonego Vaccarello dla Saint Laurent, skarpeto-buty ze szpiczastymi nosami na wydziwnionych obcasach, wywatowane ramiona - aż nie chce się wierzyć, że nastał revival mody, o której wszystkie wyrocznie mówiły, że nigdy nie powinna powrócić: witajcie w latach 80-tych!
Albo załóż minisukienkę i odkryj nogi! Najlepiej taką od Louis Vuitton. To z kolei efekt Brigitte Macron, żony prezydenta Francji. Starsza od męża o 24 lata (tyle samo, ile Donald Trump od swojej zony Melanii, co jakoś nikogo specjalnie nie gorszy), zdaje się stoicko reagować szerokim uśmiechem na wszystkie zaczepki odnoszące się do jej wieku.
W końcu załóż luźne spodnie przed kostkę, tak zwane culotte, do tego ekstrawaganckie, ale wygodne buty i poczuj się uwolniona od nakazu męczenia się dla mody (ze nie wspomnę o chodzeniu na gołe nogi, ale najwyraźniej wszystkie gwiazdki zwyczajnie się nie przeziębiają).
Oczywiście nadal czytelne są wszelkiego rodzaju hipsteriady, ale już mocno blakną na rzecz metalicznego połysku i wszechobecnych cekinów. Na marginesie: czy posiadasz w swojej szafie jakiś srebrny element garderoby, np. srebrne buty? W punkt! Projektanci lecieli w tym sezonie w kosmos w rytm "Space Oddity" Davida Bowie, a po catwalk'u (wybiegu) chodzili jako modele prawdziwi kosmonauci, jak drugi człowiek na Księżycu Buzz Aldrin, u projektanta Nicka Grahama.

Te wszystkie powyższe propozycje są opisem, uwaga... mody na obecny sezon! Przełom 2017 i 2018 obfituje, jak i poprzednie sezony, w mnogość trendów, niekiedy wzajemnie się wykluczających. Jak zatem żyć? Pachnie znajomym chaosem postmoderny? Mnogość, wielogłos, cytowanie przeszłości, revivale. Ale co mówi o nas teraz, w tym dokładnie momencie?


Faux fur | Dries van Noten | sezon jesień-zima 2017/2018

Do napisania tych słów skłonił mnie wywiad z tuzą mody europejskiej, Giorgio Armanim, który niepostrzeżenie stał się człowiekiem ponad osiemdziesięcioletnim, a z tytułu jego wielkiego talentu i ogromnego doświadczenia płynącego z dziesiątek lat na zapleczu modowego wybiegu, niekwestionowanym autorytetem. Według Armaniego nie ma obecnie mody, która legitymuje i definiuje w dostateczny sposób nasze czasy. Bądź też ujmując jego słowa a rebour: ten wielogłos jest znakiem samym w sobie, ze jesteśmy jeszcze nadal w post-nowoczesności. Czy potrzebujemy redefinicji, kontrreformacji, oczyszczenia, słowem hiszpańskiej modowej inkwizycji?


Nie ma obecnie mody, która legitymuje i definiuje w dostateczny sposób nasze czasy. Bądź też ujmując a rebour: ten wielogłos jest znakiem samym w sobie, ze jesteśmy jeszcze nadal w post-nowoczesności. Czy potrzebujemy redefinicji, kontrreformacji, oczyszczenia, słowem modowej hiszpańskiej inkwizycji?


Według Armaniego potrzebujemy nade wszystko człowieka z wizją adekwatną dla naszej epoki. Wszystko jest wynikiem mieszania się stylów i nieustannego cytowania przeszłości oraz, co nowe i obecnie aktualne, zjawiska takiego jak życie na instagramie, ohasztagowania marki (okrutne i brzydkie słowo), jak czynią to osławione modowe blogerki, których miałkość obnażali Witkowski i Chajzer (Schleswig-Holstein to naprawdę nie jest niemiecki kreator mody, drogie blogerki).
Powrót mody lat 80-tych, wyśmiewanej za kicz i przerysowanie jest zaskoczeniem, ale też zjawiskiem wcale nienowym: wszak ożywianie szaf mam i babć dzieje się nieprzerwanie, acz z wyraźnymi przeróbkami technologiczno-estetycznymi w myśl zasady: retro jest futuro. Mam i ja na przepastnym dnie szafy zakupioną w lumpeksie (przepraszam, butiku vintage) czerwoną marynarkę od Jil Sander z wywatowanymi ramionami (sic!). Jeśli mnie w niej zobaczycie, proszę wysłać mnie z powrotem do domu! Albo pośmiać się razem ze mną.
Co do stylizacji na modę vintage, warto zauważyć ciekawe zjawisko w obrębie kobiecej bielizny. Ta uchodząca powszechnie za najbardziej seksowną jest bezpośrednim nawiązaniem do bielizny retro. Gorsety, pasy do pończoch i cała ta uprząż, czyli niegdysiejsza katorga naszych pramatek, dziś zainspirowana jest dodatkowo także twarzami, a raczej innymi częściami ciała z niesławnych filmów o Greyu, do kupienia i w wersji deluxe u Agenta i Victorii, jak i w tanich sieciówkach. Jedna chwila i jeśli tylko zechcesz, jesteś kuszącym kociakiem w klimacie pin-up i Dity von Teese. Pamiętaj tylko, że nie musisz. 


Lata 80-te wracają w futurystycznej odsłonie | Sain Laurent | sezon jesień-zima 2017/2018

Jak długo więc będziemy jeszcze społeczeństwem hybrydowym? Czy potrzebne będzie nam oczyszczenie z tych tendencji, a może to już trend który będzie nas określał na długo? Uprawiamy wszak jednocześnie i sporty ekstremalne i jogę, jeździmy hybrydowymi autami, w niedziele jadamy prawdziwy rosół u mamy, a we wtorek dodajemy liście kafiru do tajskich dań. Kobiety noszą kolejną odsłonę garnituru, a na rynek już dawno weszły (przynajmniej na zachodzie) kosmetyki dla mężczyzn, i to nie tylko do pielęgnacji brody rodem z barber shopów, ale korektory, pudry i pomadki. Jak bardzo jesteśmy zatem hybrydowi?

Futuro-Amiszki z The Row (marka bliźnieczek Olsen)

W tym miejscu należy zapytać, skąd 
tak w ogóle wiemy co będzie modne? Skąd bierze się nagle ta kraciasta marynarka z wywatowanymi ramionami, jako rzekomy musthave obecnego sezonu? Otóż liczne tzw. biura stylu obserwują poprzez swoje przedstawicielstwa na całym świecie powstające nowe zjawiska, zachowania spotykające się ze szczególnym zainteresowaniem i świeżo rodzące się trendy. Jeśli jakaś, dajmy na to, knajpa w Nowym Jorku staje się nagle bardzo popularna, pracownicy biura stylu zaczną jej się bacznie przyglądać. Słowem: i Ty możesz wyznaczać te trendy, ubierając się we własnym stylu i wzbudzając czyjeś zainteresowanie. Powstające potem sprawozdanie jest wnikliwie czytane przez projektantów, którzy te migotliwe szmery ulicy przenoszą na swoje pokazy. Na to już tylko czekają, niczym sprinterzy w blokach startowych, globalne sieciówki, które jak nomen omen zaraza, wszystko to przynoszą ostatecznie do najmniejszego miasta. Już kilka godzin po pokazach prêt-à-porter ("ubrań gotowych do noszenia", w odróżnieniu od haute couture, pokazów będących luksusową wizją artystyczną najwyższego krawiectwa) rusza produkcja materiałów, krojczy na całym świecie kopiują projekty a fabryki ruszają z masowym szyciem. Niesprzedane w sezonie ubrania trafiają ostatecznie na wyprzedaże, gdzie pokutują nieraz latami, niczym powidoki zamierzchłych modowych wizji. I tak to się własnie kręci.

Jedne z najbardziej podrabianych butów | Valentino rockstud

Jeśli więc uważasz, że ta cała machineria nie ma wpływu na Twoje modowe wybory, bo ubierasz się nie w sklepach z sezonowo zmieniającym się asortymentem, ale w outletach czy sklepach z odzieżą używaną, kontestując cały ten blichtr to wiedz, że kupowane tam rzeczy zostały i tak stworzone dla Ciebie już dawno temu. Słowem, póki nie zaprojektujesz sobie czegoś własnego, zawsze będziesz fashion victim, no może już z nieco przekroczoną datą przydatności do spożycia.

Futra, oczywiście sztuczne | Dries van Noten | sezon jesień-zima 2017/2018

Z jednej strony mamy więc wielogłos i powierzchowne, puste pozy samozwańczych influenserek (kolejny koszmarek), z drugiej zaś jakieś już dające się wyczuć głosy odnowy. Czy to właśnie się teraz nie dzieje, choćby na przykładzie coraz silniejszych ruchów narodowych, czy wręcz nacjonalistycznych, szukania narodowych tożsamości, małych ojczyzn, powrotu do regionalnego jedzenia (nasiona goji nie mają więcej wartości niż aronia, nasiona chia więcej omega-3 niż rodzime siemię lniane)? Kiedy więc w końcu przyjdzie czas na modę, która zawsze była pierwsza w tym przeczuwaniu nowości? Czy moda zwyczajnie zaspała?

Myślę, ze kwestia odnalezienia głosu naszej epoki to kwestia niedalekiej przyszłości, a może wspomniane na górze culottes to znak, ze można być w końcu sobą bez obciskania ud i pośladków, bez konieczności bycia zawsze sexy. Ale jeżeli chcesz je eksponować, to jest to jak najbardziej ok. Z drugiej jednak strony czy takie spodnie, dzisiejsza alternatywa dla tzw. spodni palazzo, czy spodni zwanych Marlene i inspirowanych rzecz jasna Marleną Dietrich, która na marginesie czerpała pełnymi garściami z mody męskiej, nie są pewnego rodzaju kolejnym bezpiecznym kamuflażem w co prawda coraz bardziej kobiecym, ale nadal pełnym niebezpiecznych męskich klapsów i podszczypywań świecie. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć.
W końcu nie przypadkiem zjawisko takie jak #metoo (akty ujawnienia molestowania i napaści seksualnych wokół osoby jednego z najbardziej wpływowych producentów filmowych na świecie, Harveya Weinsteina; potem akcję podjęły kobiety na całym świecie, dodając własne świadectwa) powstało w oku modowego cyklonu, w Hollywood. Dzień po werdyktach Akademii nic tak nie elektryzowało do tej pory większości opinii publicznej jak to, w co ubrała się dana gwiazda. Kiedy wspinająca się po schodach po swojego pierwszego Oscara Jennifer Lawrence upadla (moim zdaniem zamierzenie), mając na sobie ogromną suknię Diora, rozpisywali się o tym wszyscy. A dzisiaj? Czy nadal jest to naprawdę aż takie ważne? Mam nadzieję, że znajdziemy złoty środek między uprzedmiotowianiem i "umodowieniem" kobiety a jej prawem do indywidualności i zwyczajnego "odstrzelenia się" na wielkie wyjście (każdy z nas to zna i zwyczajnie lubi, także mężczyźni).

Jennifer Lawrence upada podczas oscarowej gali 

Mamy już za sobą tegoroczną ceremonię rozdania Złotych Globów, których modowym kreatorem był obrzydliwy Weinstein, molestujący jak się okazało mnóstwo kobiet z filmowego świata. Wszystkie aktorki obecne na ceremonii ubrały się na czarno, nawet nomen omen oczerniana o bierność w reagowaniu na te oskarżenia, wszechmocna Meryl Streep (she knew?). I nazwiska projektantów zeszły jakoś na dalszy plan, a po raz pierwszy od początku istnienia tej imprezy nie było tzw. miss Złotych Globów. W ich miejsce pojawiła się figura ambasadora, którą może być kobieta, mężczyzna, czy człowiek transpłciowy. Czyżby era maskotek, króliczków i innych miss (z żenującymi imprezami typu Miss Polonia) w końcu odeszła zasłużenie do lamusa? Te wszystkie wynurzenia długonogich miss o ratowaniu świata też w międzyczasie uległy zmianie: ostatnio najwięcej mówią o samych sobie, inwestowaniu w siebie i samokształceniu rodem z kozetki coucha (kolejny straszne słowo naszych czasów).

Nie wszystkie kobiety muszą mówiąc żartobliwie, rozszczepiać atom - jeśli tylko to lubią, mogą konturować twarze, przedłużać rzęsy i pokazywać pośladki na instagramie. Mogą i jedno i drugie, jeśli tylko chcą. Niech to tylko nie będzie dominujący trend. Nie ma nic złego w byciu sexy, pamiętajmy o tym. Nie ma też nic złego we flircie. Taki właśnie list, w obronie starej dobrej sztuki flirtowania, podpisała między innymi Catherine Deneuve (niegdysiejsza muza YSL). Postuluje, że nie można pozwolić, aby akcja #metoo zabiła to, co może być między ludźmi piękne, lekkie i niezobowiązujące, o ile oczywiście odbywa się na zasadzie wzajemnego poszanowania i za zgodą drugiego człowieka. Stąd też i w dzisiejszej modzie bielizna od Chantal Thomass czy słynnego Agenta P. wisi obok prostych sportowych staników. I tak jest ok. Dajmy sobie wolność wyboru.

Moda to najbardziej pulsujący nerw ulicy. Dosłownie ubiera to, co jeszcze nie zostaje zwerbalizowane i spisane. Jest zapisem przemian lub ich zapowiedzią: opisem kondycji pojedynczego człowieka w danym momencie jego życia i zjawiskiem pojmowanym jako zbiorowy akt pewnej deklaracji. Ale co mówi o nas teraz, w tej dokładnie chwili?
Armani na pytanie, czy naszą epokę charakteryzuje absolutny miks wszystkiego ze wszystkim, mówi: „Nie chcę nikomu odbierać wolności w ubieraniu się. To świętość, ale mnie podoba się harmonia i spójność. Taka dowolność i robienie wszystkiego po łebkach - to minie” (Elle Polska, luty 2018, s. 41). Poza tym moda to ogromna gałąź gospodarki, generująca miliardowe dochody. Nie sposób marginalizować jej znaczenia choćby i z tego powodu.

YSL i Catherine Deneuve w smokingu

Tuzy mody wysokiej starej ery to ludzie już bardzo leciwi, bądź właśnie odchodzący. Wielu i wiele z nich przeinterpretowało myślenie o kobiecej sylwetce i o formie jej prezentacji w przestrzeni publicznej. Tak jak pochodzący z Tunezji Azzedine Alaïa, mały-wielki mistrz (mierzący jedynie 147 cm wzrostu), który zmarł pod koniec zeszłego roku. To on stworzył kreacje Grace Jones: skórzane, odważne, bezczelne, wręcz agresywne, dynamiczne. To on obok Yves Saint Laurenta zaprosił na pokazy jako pierwszy czarnoskóre modelki.
Jak YSL właśnie, który dał kobietom smokingi i pozwolił łączyć, co dzisiaj brzmi śmiesznie i niewiarygodnie, kolory uchodzące za nie dające się ze sobą zestawiać, jak czerwień i róż.

Rękawiczki projektu Elsy Schiaparelli | 1937


Z kobiet, zostawiając już w spokoju zawsze wspominaną w kontekście uwolnienia kobiet z gorsetu Chanel, przypomnijmy fascynującą, ale nadal za mało znaną Włoszk
ę Elsę Schiaparelli (1890-1973). Po publikacji pełnych zmysłowości wierszy w tomie „Arethusa”młoda Elsa została umieszczona przez konserwatywną rodzinę na rok w klasztorze w Szwajcarii. Na szczęście nie pomogło. Najpierw zrewolucjonizowała modę kobiecą projektami nowatorskich jak na lata 20-te XX. wieku lnianych szortów, by później związać się w Paryżu ze środowiskiem dadaistów i surrealistów, z Man Rayem i Dalim na czele. Tworzyła modę sportową, będącą jak na tamte czasy absolutnym novum. Ale to szalone buty i nakrycia głowy stały się jej znakiem rozpoznawczym. Kapelusz-but? Proszę bardzo. Jeśli szokują nas noszone dzisiaj przez fashionistki klapki Gucci wyściełane futrem, to wiedzmy jedno: Schiaparellii tworzyła takie już dawno temu. A Aretuza, grecka nimfa zmieniająca się w źródło, to wspaniały symbol dla kobiety, która swoim szalonym stylem zalała modę ideą artystycznej wolności.

Biżuteria projektu Elsy Schiaparelli 

Warto wspomnieć tu także belgijsko-amerykańską projektantkę żydowskiego pochodzenia, Diane von Fürstenberg, która stworzyła w latach 70-tych kopertowe dżersejowe sukienki w barwne nadruki (tzw. wrap dress), dając nam swobodę i radość. Nosimy ten model do dziś, a 71-letnia von Fürstenberg kipi nadal charyzmą i nieskończonym talentem. Bywalczyni nowojorskiego Studia 54 opowiada dzisiaj o tym, jak stworzyć modowa markę od podstaw w MasterClass, ale też o radości i woli życia na przykładzie swojej mamy, która przeżyła obóz koncentracyjny. Zaleca obserwację ludzi i od początku podążanie za własną wizją.



Diane von Fürstenberg w swojej pracowni


„We should all be a feminist” głosił napis na T-shircie Diora, zaprezentowanym na paryskim Fashion Week jesienią 2017, z zaporową ceną 700 euro za sztukę. Na szczęście został natychmiast skopiowany, jak wszystkie inne propozycje mody wysokiej, przez sieciówki. To hasło to mocny i czytelny znak naszych czasów. Ale czy trzeba być dziś aż tak dosłownym? Jeśli tak, to o tempora, o mores!
Powyższe hasło na piersiach, jak i wiele mu podobnych, to bezpośrednia reakcja między innymi na elekcję Donalda Trumpa, który w nagraniach wypowiadał się o kobietach jako o obiektach seksualnych, które z zamiłowaniem łapie bezkarnie za cycki i cipki. Różowe rogate czapki beanie, tzw. pussyhat (wzór do dziergania znajdziemy na pussyhatproject.com/knit/), w które ubierały się Amerykanki na demonstracjach w Waszyngtonie po wyborze Trumpa, nawołujące do tego, aby społeczeństwo obudziło się w końcu z letargu i obywatelskiej apatii, są też modowym symbolem oporu. Ale też solidarności i wsparcia.

© Liza Cowan 1975; Getty Images 2017


Bo The future is female, jak głosi kolejny statement na koszulkach. Taki T-shirt nosi np. modelka Cara Delevigne. Jak się jednak okazuje, koszulkę z takim napisem uwieczniła na zdjęciu już w 1975 roku fotografka Liza Cowan - modelka świadomie odtwarza dzisiaj to zdjęcie, na którym widzimy Alix Dobkin, lesbijkę i działaczkę feministyczną lat 70-tych, prywatnie partnerkę Dobkin. Czyli okazuje się, że stare hasła wracają na sztandary. Co zaprzepaściliśmy? Herstory 2018 to nadal dowód naszej opieszałości? Wciąż musimy walczyć o podstawowe prawa kobiet, które są - niespodzianka! - prawami człowieka. Smutne to, ale jednocześnie pokazuje jednoznacznie, 
że moda może być orężem w walce o wartości.

© Charlotte Gainsbourg | 2018

Jeśli już o wartościach mowa, czy możemy wskazać silne i niezależne, także modowo kobiety? Modowe drogowskazy niezależności?

Z pewnością będzie to Tilda Swinton, szkocka aktorka o androgenicznej urodzie i niesamowitej zdolności kameleona: może być, kim chce, wcieli się i w piękność i w Davida Bowie. Tak jak grany przez z nią w 1992 roku tytułowy Orlando.
Także Charlotte Gainbourg, francuska aktorka i piosenkarka, córka Jane Birkin i Serge'a Gainsbourg (polecam jej nowy album „Rest” z zimnofalowymi inklinacjami, czyli nomen omen kolejnym revivalem lat 80-tych). Gainsbourg jest niemal antytezą modowej wyroczni: nieuczesana, nieumalowana, z francuską nonszalancją raz nosi dżinsy i ramoneski, innym razem kreacje od Balmain czy Louis Vuitton.



Wspaniale, że starsze kobiety są dzisiaj modelkami | Pisarka i dziennikarka Joan Didion w reklamie okularów Céline | ©Elle

Muszę tez wspomnieć o Vivienne Westwood, brytyjskiej projektantce mody, ikonie i wolnomyślicielce. Westwood zawsze zręcznie łączyła tradycje brytyjskiej mody z punkiem. Kiedy kilka lat temu pracowałam w Niemczech w galerii ze sztuką współczesną, najmocniej wspominam wystawę właśnie o ruchu punkowskim. Obok artefaktów takich jak ręcznie narysowane gazetki Sex Pistols, były też punkowe laleczki oraz własnoręcznie szyte unikatowe prototypy T-shirtów Vivienne Westwood, głównie ze swastykami. Nie muszę mówić jakie zrobiły wrażenie w niemieckiej galerii. Westwood skupia się obecnie przede wszystkim na idei fair trade i zleca prace kobietom z Afryki, które szyją dla jej firmy dodatki (słynny napis na T-shirtach i torebkach powstałych w Nairobi „I am expensiv” odnosi się do pracy ludzi Trzeciego Świata dla globalnych marek).



© Juergen Teller | I am expensive | Vivienne Westwood w Nairobi, 2007


Z kolei Japonka Rei Kawakubo z Comme des Garçons i Belgijka Anne Demeulemeester to dekonstruktorki mody, które trwale zmieniły jej oblicze. Pierwsza bazując na tradycyjnej modzie japońskiej tworzy ubrania z mocnymi akcentami architektonicznymi. Druga (należąca obok m.in. Martina Margieli i Driesa van Noten do słynnej grupy Antwerp Six) ze swoimi androgenicznymi projektami w oniryczno-romantycznym stylu neodandysa, projektuje niemal te same ubrania i dla kobiet i dla mężczyzn. Jej obecna kolekcja to utrzymane w czerni i bieli projekty łączące styl Davida Bowie z czasów jego wcielenia jako Thin White Duke z neoromantyzmem rodem z filmów o wampirach. Stąd kapelusze, żaboty i czarne tasiemki pod szyją.

L’avenir – „przyszłość”: retro jest futuro. Czyli wszystko już było, a przeszłość wydarzy się jutro. Ponownie, jednak inaczej. 



„L’avenir” - „przyszłość” | Ann Demeulemeester z pokazu jesień-zima 2017/2018 i jej androgeniczna moda

Demeulemeester kocha Patti Smith, odkąd, jak wyznała, zobaczyła jej zdjęcie w białej koszuli i męskich spodniach, z narzuconą nonszalancko na ramiona marynarką. A Smith to kolejna silna kobieta, artystka, dla której moda nie wydaje się być w ogóle ważna. Jak dla Annie Hall granej przez Diane Keaton (1977), której to reinterpretacje mody męskiej nadal są aktualne. 
Silna i niezależna jest wspomniana już wyżej niemal 70-letnia Grace Jones. Jamajska artystka podczas 51. festiwalu jazzowego w Montreux, śpiewała jak to ma w zwyczaju półnaga i umalowana w etniczne wzory, kręcąc przy tym hula hop. Tego nie przebija żadna i żaden z nas.
Wszystko to niezależne kobiety idące pod prąd, tworzące coś własnego i nie będące tak naprawdę modne - może to właśnie klucz? Potrzeba nam inspiracji ze strony ludzi odważniejszych od nas samych.


Diane Keaton w "Annie Hall" Allena


Wartości to dzisiaj bez wątpienia także ekologia i działanie z zasadą sustainability, efektywnego zarządzania wszelkimi zasobami podług zasad zrównoważonego rozwoju i  sprawiedliwego handlu. Kupując rzeczy droższe, ale lepszej jakości, inwestujemy na lata w dobry produkt. Najlepiej więc celować w rzeczy klasyczne, które będą stanowić bazę naszej szafy, a dobierać do tego sezonowe dodatki. 

Nosząc do trampek jedwabną bluzkę naszej mamy przełamiemy panciowatą konwencję, ale też nie kupimy w to miejsce kiepskiej jakości nieoddychającej poliestrowej bluzki z sieciówki, na której wyprodukowanie potrzeba do kilkunastu przetopionych butelek PET.


Wnuczka bierze ślub w starej sukni ślubnej babci | foto: Kortney Peterson @kortneyjphoto

A co dzieje się na naszej rodzimej scenie modowej? Polska moda rozpięta jest, mówiąc w skrócie, miedzy uliczną casualową lekkością Kupisza (dżins i paski) a panciowatą modą Zienia i LaManii. Pośrodku są ciekawe propozycje Gosi Baczyńskiej, czy mieszkającego w Berlinie Dawida Tomaszewskiego. Plus oczywiście młodzi projektanci i projektantki.
A co w polskiej modzie społecznie zaangażowanej? Czarno to widzę i czerń niestety zdaje się jeszcze długo nie wyjść z mody. Mówię to z wielkim żalem. Modowo czarne protesty w Polsce są polskim odpowiednikiem mody skrojonej na czas wojny o elementarne prawa człowieka - prawa kobiety o decydowaniu o swoim życiu, zdrowiu, płodności i odpowiedzialności. Po ostatnich zachowaniach opozycji chowającej się w sejmowych kuluarach w czasie, gdy sejm decyduje o życiu i godności kobiet, można się spodziewać, że czerń musimy nosić jeszcze długo i wytrwale, podpierając się parasolkami. Gdzieś jako antyteza do tej czarnej mody polskiej ulicy znajdują się barwne garsonki pani prezydentowej, które są tak samo mało mówiące o niej samej (albo wręcz przeciwnie: mówią mi o niej wszystko), jak i ona sama jest milcząca. Nie wiem, gdzie ubiera się pani Duda (ma prawo, rzecz jasna, nosić co się jej tylko podoba). W USA początkowo żaden projektant nie chciał ubierać Melanii Trump, aż sama jako była modelka zaczęła projektować, a przynajmniej mocno instruować w końcu chętnego awaryjnego projektanta.


DIY: do it yourself! © Currently Wearing 

Modowy odwieczny dogmat do dzisiaj brzmiał: czerń to klasyczna elegancja, zawsze na miejscu, zawsze pasuje, a mała czarna nigdy nie wyjdzie z mody i powinna mieć ją w szafie każda kobieta, aby zwyczajnie mieć zawsze coś adekwatnego na wiele okazji. U progu nowego roku życzę nam wszystkim, i kobietom i mężczyznom abyśmy, jeśli tylko nie lubimy, nie musieli nosić czerni. Fiat lux - niech się stanie światłość! Bądźmy zawsze sobą, nie tylko w kwestii mody. Wytrwałości i odwagi, ale też zwyczajnie prawa do modowej przyjemności i wolności! Pamiętajmy o tym, że moda to zabawa. A ten kogo to nie bawi, nie musi podążać za żadnymi trendami. Jak mawiała Chanel: moda przemija, a styl pozostaje. W różowym futerku, czy też bez.

Zdjęcie tytułowe | Foto on the top: Potato Killers | ©Poli Golebiewska | 2018.