poniedziałek, 1 maja 2017

ART COLOGNE 2017, part 1



ART COLOGNE 2017, czyli co w sztuce piszczy

Świat sztuki kolejny raz spotyka się w Kolonii na już 51. ART COLOGNE, które są jednymi z najważniejszych, zaraz po Art Basel, europejskimi targami sztuki. Jest to naprawdę święto sztuki i to się czuje. 








Było inspirująco, intensywnie i fajnie. Trzy poziomy, trzy światy (topowe galerie, sztuka starsza oraz wschodzące nadzieje) - wszyscy spotykają się razem. Wspaniali wystawcy, którzy nie zawodzą, ogrom propozycji, sławne nazwiska, nadzieje, nowości, a czasami także i rozczarowania. 204 galerie z 28 krajów i 52 tysiące odwiedzających, oglądających prace dwóch tysięcy artystów: oto bilans tegorocznych Art Cologne.



Kristina Schuldt u Eigen + Art


Pierwsze wrażenia? KOLOR, kolor i jeszcze raz kolor.

Energia, dobre impulsy (dla przykładu Kristina Schuldt u Eigen + Art). To z pewnością też i pokłosie malarstwa pokroju Adriana Ghenie, niestety ku mojemu niepocieszeniu niepokazanemu na targach, ale gdzieś ten duch się unosi. Adrian już nie musi być na targach pokazywany, wskoczył już na inną pozaziemską orbitę. Najlepszych rumaków po targach się nie wozi. Clemente u Templona też daje radę. Takie radosne cielesne totemy z dobrą energią są potrzebne. Radość jest potrzebna i nie jest banalna, o czym pisałam już przy okazji tekstu o Potencji, czyli malarstwa Karoliny Jabłońskiej, Tomasza Kręcickiego i Cyryla Polaczka.



Radosny totemiczny Francesco Clemente | Galerie Daniel Templon


Franz Ackermann u Templona | Calcutta Junction | mix media olej, akryl, papier, płótno, foto | 2016 | 220 x 180 cm


Franz Ackermann u Templona | Calcutta Junction (fragment) mix media olej, akryl, papier, płótno, foto | 2016 | 220 x 180 cm



dużo abstrakcji, i to dobrej abstrakcji (szczególnie tej azjatyckiej, japońskiej)

Azjatycka abstrakcja jest jak wiemy inna i widać po prostu, że taki sposób obrazowania jest w tej kulturze zakorzeniony mocno i trwale, i że ma inny ciężar gatunkowy. Prace subtelne lecz jednocześnie mocne, coś chcące nam powiedzieć, a może to tylko my jesteśmy jak w „Lost in translation”. Mnie niektóre te obrazy naprawdę pochłaniają. Abstrakcja jest to temat trudny, aczkolwiek intryguje mnie od pewnego czasu. Japonia i abstrakcja, te dwa zjawiska dają w mojej głowie pewne skojarzenie z bardzo konkretną osobą, o czym / o kim może kiedyś w przyszłości ... Niewątpliwie wysublimowana i piękna, ale jednocześnie niebanalna abstrakcja, to może być dość kuszące dla NAP-u 😋

Galerie Perrotin z siedzibami Paris, NY, Hong Kong, Seul, Tokio


art-banalizm, motywy kultury masowej, komiksu

szczególnie u Amerykanów, czyli niby nic nowego, a zarazem zawsze coś nowatorskiego można zauważyć


Chris Hood | Lyles &  King



gracze globalni

wchodzą na rynek niemiecki, jak Gagosian z największym na targach stanowiskiem zastawionym jednym ogromnym obiektem / instalacją Chrisa Burdensa Buddha’s Fingers (z bezwstydnym mottem na ustach: mam pieniądze i się tego nie wstydzę)


Gagosian prezentuje: Chris Burdens | Buddha’s Fingers


wbrew pozorom i moim oczekiwaniom wcale nie ma wielu prac o tematyce społecznej

podejmującej zjawiska współcześnie tak istotne i aktualne, jak na przykład uchodźcy, czy ataki terrorystyczne. Zapewne taka narracja pojawi się na documenta, które są do tego właściwą przestrzenią, aby ewokować takie tematy społeczne. Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi, ale wyselekcjonowane i najlepsze galerie na świecie od takich tematów dzisiaj często odchodzą na rzecz zupełnie innych zjawisk i rozważań, często wchodząc także na obszary bardziej komfortowe. Jedynym takim mocnym zjawiskiem była instalacja Chrisa Burdensa Buddha’s Fingers u Gagosiana, mająca (tu już powtarzam za pewną dziennikarką z magazynu Art) pokazywać uliczne latarnie zebrane razem, aby wytworzyć więcej dobrej energii i stworzyć bezpieczną oświetloną przestrzeń, bo ta publiczna może dziś właśnie nieść zagrożenia w postaci ataków, co pokazują boleśnie ostatnie wydarzenia z porwanymi samochodami i tratowaniem ludzi.





Ale trzeba zaznaczyć, że inną rolę odgrywają targi sztuki, gdzie aspekt finansowy jest oczywisty i nikt w Europie Zachodniej nie kryguje się i nie udaje, że chodzi tylko i wyłącznie o sztukę i przeżycia duchowe.

Tak, chodzi tu o sztukę, i to o dobrą sztukę, w końcu trzeba to powiedzieć dosadnie: sztuka i wszystko wokoło niej jest sensem życia tych zbierających się tam ludzi, ale wątek materialny jest tu oczywisty, często podkreślany i poruszany absolutnie szczerze.

A taka impreza jak documenta jest właściwym miejscem do poruszania takich socjalnych zagadnień i zapewne tak będzie i w tym roku. Nie zdziwiłaby mnie tam instalacja będąca wariacją np. na temat Tratwy Meduzy Gericault, która byłaby komentarzem do tych wszystkich dramatycznych informacji o walce uchodźców o dostanie się do Europy, często za cenę własnego życia. Taka linia demarkacyjna świata sztuki istnieje: inną rolę mają do odegrania targi sztuki, inną takie imprezy jak documenta czy weneckie biennale i to jest myślę, ok.


Natalia Załuska | Christine König Galerie


Polscy artyści reprezentowani nielicznie

Mimo, że jak wiemy wszyscy z „Ucha prezesa”, na globusie jest teraz tylko mapa Polski, z przykrością stwierdzam, że polscy artyści reprezentowani są niestety nielicznie (Polacy to bodaj w sumie cztery, czy pięć propozycji na AC 2017). Mówiąc, że nie jest najlepiej, nie mam oczywiście na myśli dobrej rzeźby Magdaleny Abakanowicz, bo do jakości artystka przyzwyczajała nas całe swoje życie. To było dojmujące uczucie zobaczyć jej pracę chwilę po jej śmierci.

Nielicznie, ale za to z chwalebnym wyjątkiem Natalii Załuskiej, dobrej polskiej reprezentacji (krakowsko-wiedeńskiej), która odświeżyła mi głowę swoimi warstwowymi subtelnymi abstrakcjo-obiektami, bo na targach sztuki można dosłownie zwariować od nadmiaru bodźców (Natalia Załuska, Christine König Galerie, Wien). Są to takie jasno-monochromatyczne, spokojne i poetyckie rozgrywki z przestrzenią, fakturą i materiałem, dartym i ciętym, z pięknymi, wysublimowanymi barwnymi akcentami. Jest delikatnie, ale przez te cięcia i wydzierania, także lekko brutalnie, a więc i intrygująco, choć na takiej skali muzyki, która działa kojąco i gdzie każdy mocniejszy akord rozdziera już ciszę. Warto było to zobaczyć.


Natalia Załuska | Christine König Galerie | Wien

Dość nie
śmiało prezentował się lubiany przeze mnie Marcin Maciejowski (Bielizna z 2016 u Thaddaeus Ropac), co mówię ze szczerym smutkiem. Mam niestety ostatnio wrażenie, że i on i Wilhelm Sasnal (na zawsze razem, błąd, ale już tak po prostu jest) powoli zaczynają zjadać własne ogony i stają się własnymi epigonami. Wiem, krytykować każdy potrafi i w ogóle nie o to chodzi, żeby kogoś gnębić. Osobiście bardzo ucieszył mnie ostatnio mural Maciejowskiego w krakowskim Klubie Piękny Pies z Robertem Makłowiczem (w Klubie ostatnio w ogóle sporo fajnych wystaw). Jest to ten uważny, „stary” Maciejowski z humorem i ręką na pulsie wydarzeń. Sasnal z kolei z jego portretami polityczek, jak młoda Angela Merkel (która inaczej niż Herod, naprawdę była kiedyś młoda 😉), Marine Le Pen, czy Hillary Clinton podczas swojej kampanii, mnie na kolana nie powalają.
Mign
ął mi także gdzieś obraz Jakuba Juliana Ziółkowskiego i też nie był rzucający na kolana.



Marcin Maciejowski | Bielizna | 2016 | Thaddaeus Ropac

Kolejna polska propozycja, a w zasadzie polski wystawca, to Piktorgam: nie podejmuję się tu analizy, sama używam ekologicznych proszków, nie wiem co ma na myśli ktoś, kto pokazuje butelkę po Lenorze. A serio, w związku z ogromem tych impulsów w Kolonii nie czas i miejsce, aby się w propozycję Piktogramu wdrażać (o sensie nie wspomnę). A ta propozycja Piktogramu lepiej by się może prezentowała gdzie indziej. Tu wygląda biednie.

Jeden jedyny polski wystawca w tym Open Space na Neumarkt pokazuje, jak bardzo brakuje mocy polskiemu rynkowi, aby się przebić na światowych targach.

Dlatego czekam teraz na Art Basel. Niestety, nieobecni nie mają racji.




Piktogram


Mocni gracze i renomowane galerie

mają się oczywiście dobrze (Eigen + Art, Hauser & Wirth, Daniel Templon, Daniel Buchholtz, David Zwirner, White Cube). Paryska galeria Daniel Templon to jak zawsze niezawodna, dobra propozycja: Oda Jaune i jej szokujący obraz, nawet mi jest słabo. Jest to oczywiście zabieg świadomie zastosowany, aby wywołać konkretne wrażenie. Taka bezceremonialna figuracja pozostawia cię nieco bezradnym w tłumie tych kręcących się ludzi + z drugiej strony Francesco Clemente, radość, prostota, kolor i jeszcze raz kolor.


Oda Jaune, nawet mi jest słabo, pan Templon za to spokojny ;)



Ciekawostki, tendencje i odkrycia:


# CHRIS HOOD, galeria Lyles & King (reprezentująca tez Anetę Grzeszykowską), bardzo miło rozmawiało mi się z młodym panem z tej amerykańskiej galerii: Hood wchodzi na europejskie rynki i jest to fajna propozycja, delikatne kolory, figuracja, połączenie elementów subtelnie pokazanych w pastelach z motywami banalnymi, komiksowymi, przełamane sygnalizowaną abstrakcją. Wszystko rozgrywa się i treściowo i technicznie zarazem, na wielu warstwach i poziomach. Mile mi to odświeżyło mózg. A może to była ta wypita przed chwilą zielona herbata, nie wiem ;)



Chris Hood u Lyles & King


Chris Hood u Lyles & King


#
poza tym na targach nowe materia
ły: żywice, brokaty i plastik

# Oda Jaune i Kristina Schuldt mają już swoich naśladowców, najzabawniejsze było zobaczyć obraz Louise Bonnet, który łączy cechy obu tych malarek. Uśmiałam się szczerze.



# Dobrze było zobaczyć obraz Jörga IMMENDORFFA. Dobry obraz, mocny i świeży, jak zawsze u niego z silnym duchem Dixa i niemieckiej tradycji Neue Sachlichkeit przełamanej dobrym punkiem.














#
Podobnie u KIPPENBERGERA. Szczerze, bezpretensjonalnie, na temat. „Rausland” to punk w punkt i to jest i było zawsze ok. Mimo, że nie najmłodsi panowie, to nieograni, prawdziwie brutalnie i bez pozy.



Martin Kippenberger | Rausland | 1982 | olej i spray na płótnie | 100 x 120 cm


takie tam ;)



sztuka czy tapicerka do pekaesu, NAP jeszcze nie może się zdecydować ;)




za czerwonym okręgiem kryje się nieodrobiona lekcja z Fangora (Vincent Tavenne | Untitled)



Następna relacja Nocnego Art Patrolu zapewne z documenta. Stay in touch!


Photo on the top: Kristina Schuldt widziana u Eigen + Art